W czerwcu kompostownik zaczyna pachnieć. Nie ziemią, jak powinien, tylko zgnilizną — i nagle ten porządny kąt za szopą staje się miejscem, którego unikasz. Latem do kompostu trafia najwięcej materiału w całym roku: obierki z sezonowych warzyw, skoszona trawa, resztki z grilla, przekwitłe kwiaty. Im cieplej, tym szybciej wszystko się rozkłada, ale też tym łatwiej o błąd, który zamienia zdrowy kompost w cuchnącą maź. Dobra wiadomość jest taka, że upał działa na twoją korzyść, jeśli wiesz, co robić.
Nie potrzebujesz drogiego sprzętu ani wiedzy ogrodnika z trzydziestoletnim stażem. Potrzebujesz proporcji, powietrza i odrobiny cierpliwości. Poniżej masz cały system na lato 2026 — od tego, co wrzucać, po to, jak uratować kompost, który już zaczął śmierdzieć.
Zielone i brązowe: cała tajemnica w jednej proporcji
Kompost rządzi się jedną zasadą, której większość ludzi nie zna: materiał trzeba dzielić na zielony i brązowy. Zielony to świeża trawa, obierki, fusy z kawy, resztki warzyw — wszystko, co jest wilgotne i bogate w azot. Brązowy to suche liście, tektura, słoma, rozdrobnione gałęzie, kawałki kartonu. Brązowy daje węgiel i, co ważniejsze latem, przestrzeń dla powietrza. Jeśli dorzucasz tylko zielone, masz mokrą, zbitą masę bez tlenu — i właśnie ona śmierdzi.
Proporcja, która działa, to mniej więcej dwie części brązowego na jedną zieloną — objętościowo, nie wagowo. W praktyce oznacza to, że po każdym wiadrze skoszonej trawy wrzucasz garść suchych liści albo podarty karton po pizzy. Latem brązowego materiału jest mało, bo wszystko jest zielone i soczyste, dlatego warto mieć worek suchych liści z jesieni odłożony właśnie na ten moment. Jeśli go nie masz, ratuje cię tektura i papier — byle bez folii i kolorowego druku.
Co wrzucać, a czego nigdy
Latem pokus jest więcej, bo kuchnia produkuje góry resztek. Do kompostu trafiają obierki, ogryzki, łupiny, skorupki jajek, fusy, przekwitłe kwiaty z balkonu i skoszona trawa. To wszystko rozłoży się szybko i czysto.
Czego nie wrzucaj nigdy: mięsa, kości, ryb, nabiału i resztek z tłuszczem — to one ściągają szczury i muchy, i to one robią najgorszy zapach w upale. Odpada też chwast z nasionami, bo posiejesz go potem po całym ogrodzie, oraz liście chorych roślin. Resztki z grilla są kuszące, ale węgiel drzewny z brykietu często zawiera dodatki, więc do kompostu nadaje się tylko czysty popiół z drewna, i to w niewielkiej ilości. Reszta, niestety, idzie do zwykłego kosza.
Powietrze: dlaczego musisz przerzucać
Kompost, którego nikt nie rusza, zbija się i gnije od środka. Bakterie, które rozkładają materiał szybko i bez smrodu, potrzebują tlenu — a tlen dostaje się do środka tylko wtedy, gdy go wpuścisz. Latem przerzucaj pryzmę raz na tydzień, najlepiej widłami, wyciągając spód na wierzch. To dziesięć minut roboty, a różnica jest taka, że kompost gotowy masz po dwóch miesiącach zamiast po roku.
Jeśli nie chcesz przerzucać, kup kompostownik obrotowy — bęben na stojaku, którym kręcisz korbą. W Castoramie kosztuje od 250 do 400 zł, w OBI podobnie. Dla małego ogrodu albo działki to rozsądny wydatek, bo robi za ciebie najnudniejszą część pracy. Klasyczny kompostownik skrzyniowy z desek albo plastiku znajdziesz taniej, od 120 do 200 zł w Leroy Merlin, ale przy nim widły są obowiązkowe.
Wilgotność i upał: cienka granica
Kompost ma być wilgotny jak wyciśnięta gąbka — nie mokry, nie suchy. W lipcowy upał wysycha w kilka dni i rozkład staje, bo bakterie potrzebują wody do życia. Jeśli pryzma jest sucha i sypka, podlej ją konewką, najlepiej deszczówką z beczki. Jeśli odwrotnie — ocieka i śmierdzi — masz za dużo zielonego i za mało powietrza, więc dorzuć brązowego materiału i przerzuć.
W pełnym słońcu kompostownik wysycha za szybko, a w głębokim cieniu rozkłada się za wolno. Najlepsze miejsce to półcień, na przykład pod drzewem albo przy ścianie szopy od strony wschodniej. To detal, który większość ludzi pomija, a który decyduje o tym, czy latem kompost pracuje, czy stoi.
Jak uratować kompost, który już śmierdzi
Załóżmy, że jest za późno na profilaktykę i pryzma już cuchnie. Nie trzeba jej wyrzucać. Rozłóż ją widłami, dorzuć dużą porcję brązowego materiału — podartego kartonu, suchych liści, trocin z niemalowanego drewna — i wymieszaj dokładnie z mokrą masą. Zapach amoniaku albo zgnilizny znika zwykle w ciągu dwóch, trzech dni, bo do środka wraca powietrze.
Zacznij dzisiaj od jednego ruchu: weź widły i przerzuć to, co masz. Sprawdź, czy w środku jest mokro i duszno — jeśli tak, wiesz już, czego brakuje.